Cześć wam, postanowiłam prowadzić pamiętnik. Wybaczcie, że akurat w takiej postaci, lecz już nie wiem jak mam sobie ulżyć. Nikt nie chce mnie wysłuchać, zrozumieć. Pomyślicie pewnie, że kolejna nastolatka, która uważa, że ma ch***we życie. Ach, ta dzisiejsza młodzież. Uwierzcie mi, że dla nas taki problem, który dla was jest błahostką może być trudny do pokonania.
Zacznijmy od mojego dzieciństwa. Kolorowe nie było. Zresztą pamiętam więcej tych złych chwil, ponieważ one przeważają nad dobrymi. Bicie, nawet za to, że jako małe dziecko nie wiedziałam co to znaczy posprzątać po sobie. Skąd mogłam wiedzieć? Ale cóż. Doświadczyłam chyba każdego rodzaju przemocy jaka może być. Nie tylko od strony rodziców, babci, ojca mojego kolegi z dzieciństwa, przyjaciół, a także osób, których praktycznie nie znałam. Przemoc psychiczna, seksualna i fizyczna. To co wyrządzili mi ludzie, których bardzo kochałam i w sumie nadal wyrządzają co po niektórzy, tego nie zapomnę. Mam wielkie rany po każdym przykrym słowie, po każdym uderzeniu pasem, po każdym upokarzającym mnie zdaniu. Jednak nadal żyję, śmierć nie jest rozwiązaniem. Chociaż bardzo często myślałam, że to jedyne wyjście z sytuacji. Niestety Bóg nie pozwolił mi iść na skróty. Nie wiem co mnie czeka w przyszłości. Bardzo często myślę co było, jest teraz, a także co będzie. Cały czas o tym myślę. To mnie prześladuje. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę oddychać. Czuję ulgę, gdy płaczę. Tak, to jedyne co mi zostało. Większość z was powie mi, że mam się wziąć w garść. To nie koniec świata, inni sobie poradzili to ja też. Ale ja nie jestem INNI. Jestem sobą, niestety nie jestem taka silna, jak oni. Gratuluję tym, co się podnieśli po takim gównie. Na prawdę, wiem jak jest trudno. Ja z każdym dniem staram się przezwyciężać swoje lęki, swoje życie, swoją codzienność. Walczę z nią. Aby mieć lepszą przyszłość. Ale przychodzi wieczór. I czuję, że jestem z tym wszystkim sama. Problemy dają górę i upadam. Rano robię jeden krok do przodu, a wieczorem dwa do tyłu. Przegrana pozycja prawda? Trudno. Właśnie teraz, gdy to piszę jest mi ciężej niż było godzinę temu. Chcę to wyrzucić z siebie, dlatego postanowiłam prowadzić swój pamiętnik.
Love, panna A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz